Zdecydowanie na plus trzeba zapisać marce przygotowanie zupełnie nowego modelu, tym bardziej, że wyszło to bardzo efektownie i 'charakternie'. Dostępna w kilku wariantach (stal, stal i złoto, złoto) 42 milimetrowa konstrukcja (proporcjonalne 10mm grubości) ma mocno złożoną formę z wieloma detalami, wykończonymi na przemian satynowaniem i polerowaniem na wysoki połysk. Wracając do koperty - przezroczysty dekiel zamknięto mineralnym szkłem, przez które widać nieśmiertelny mechanizm Valjoux 7750. Pomimo tego, że w strategię marki wpisano stosowanie nadal kontrowersyjnego chronografu C.01, tutaj użyto (myślę, że to ukłon w stronę tradycji) sprawdzone, lubiane i niezawodne rozwiązanie, które jest gwarancją długiej i precyzyjnej pracy. Co do samego paska, według mnie to jeden z najlepszych 'tropiców' na rynku. Wykonano go z wysokogatunkowego tworzywa, przez co jest niezwykle miękki i przyjemny w użytkowaniu. Jest też odpowiednio długi, dlatego posiadacze większych nadgarstków znów mogą spać spokojnie. replica Richard Mille rm 55 Wyróżnia go oryginalność, która może spodobać się fanom retro – czy jakkolwiek by tego typu stylistyki nie nazywać. Na pewno wyróżnia się też na tle całej masy szarości, bieli, czerni i niebieskiego – trochę jak ekscentrycznie ubrany gentleman. Pudełkowy szafir od frontu rewelacyjnie załamuje światło padające na słomkowy cyferblat, a błękit wskazówek idealnie i subtelnie współgra z całą resztą. Jeśli jednak posiadacz zdecyduje się na noszenie zegarka na zintegrowanej bransolecie z bardzo przyjemnym zapięciem, nie będzie zawiedziony. Jedynym jej minusem jest brak jakiejkolwiek mikroregulacji – dopasowanie rozmiaru do nadgarstka odbywa się za pomocą zdejmowania lub dokładania ogniw i jest mało precyzyjne. W moim przypadku idealne przypasowanie nie było możliwe. Ponieważ jestem estetą i zwracam dużą uwagę na design, nie mogę przejść obojętnie obok 'oprawy graficznej' głębokościomierza. Skali naniesionej na zewnętrzny ring szafirowego szkiełka (pomiędzy indeksami na tarczy a bezelem) nadano intensywnie żółty kolor, który z czernią tarczy tworzy świetną mieszankę.
Oczywistą zaletą tytanu jest jego waga, i to rzuca się w oczy od razu, przy pierwszym kontakcie z zegarkiem. Już stalowy Odysseus nie był przesadnie masywny, ten tytanowy jest aż nadto wagi piórkowej. W teorii tytan jest od stali o 46% lżejszy. Jeśli nie lubicie lekkości tytanu, możecie się zrazić. Jeśli jednak cenicie sobie przede wszystkim wygodę i komfort, z tytanem powinno być wam po drodze. Rozumiem, że rozwiązanie takie wymusza konstrukcja mechanizmu, ale wygląda to nieco nienaturalnie. Zenith oczywiście wykończył zegarek i jego detale na odpowiednim poziomie, choć zapłacić za to trzeba niemało. Ceramiczny Pilot Flyback Big Date to koszt 13400 CHF (~64000 PLN). W zestawie z zegarkiem dostajemy dwa gumowe paski: czarny i zielony 'khaki', z fakturą przypominającą Cordurę. Zastosowany w Planet Ocean mechanizm gwarantuje znakomitą precyzję odmierzania czasu, a poziom wykonania całości stoi na bardzo dobrym poziomie. Jest to czytelny, uniwersalny czasomierz idealny przy uprawianiu sportu jak i na bardziej formalne okazje. Dla odważnych nawet do garnituru. Jego niewątpliwą dodatkową zaletą jest niewygórowana cena. Typowa dla linii Record bransoleta złożona jest z rzędów naprzemiennie wykończonych satynowaniem i polerowaniem ogniw, dobrze spasowanych ze sobą i odpowiednio grubych. Całość zapina się na zintegrowanego motylka z parą zabezpieczających przycisków i wytłoczonym logo marki.
Mniej precyzyjny jest datownik. Składają się na niego dwa okienka – jedno z wartościami dziesiętnymi, drugie z jednostkowymi daty. Dyski obu (ten od dziesiątek ma formę krzyża) są białe z namalowanymi, czarnymi cyframi. To, że data nie zmienia się idealnie o północy to mały kłopot, większy ciągle mam z detalem, o którym wspominałem już przy okazji recenzji Grand Lange 1. Jednym taki zabieg się spodoba, innym zapewne nie przypadnie do gustu, dlatego Nivada przewidziała również wersję z białą masą luminescencyjną - niestety tylko w wydaniu z manualnym naciągiem. W zegarku użytkowym to jednak intensywność świecenia powinna być na pierwszym miejscu i tutaj właśnie czeka nas małe zaskoczenie.